przychodzi…

dnia

… taki wiek, kiedy autentycznie nie chce się włączać do swojego grona nowych znajomych.

Upijałyśmy się w weekend na tarasie mojito, mężowie pracowali w ogrodzie, a dzieci ganiały się z psami. Śmiałyśmy się, że na starość zbudujemy sobie kamienicę, będziemy razem spędzać święta, mieć jedną pielęgniarkę i dochodzącego lekarza. Jesteśmy na siebie skazani.

Od ponad 10 lat wyjeżdżamy razem na wakacje, długie weekendy. Pomagamy sobie, ratujemy w kryzysowych sytuacjach, wspieramy i krytykujemy się wzajemnie. Ot, taka rodzinka. Bez udawania kogoś kim się nie jest, z dużą akceptacją naszych wad i fanaberii.

Czasami na wyjazdy dobieramy jeszcze kogoś, aby dzieci było więcej (wtedy zajmują się same sobą), aby było weselej.  A to kuzyn mojej szkolnej przyjaciółki, a to mój brat, a to jeszcze jakiś znajomy, który w tym czasie akurat może. Nie wszyscy pasują, nie wszystkim dajemy drugą szansę.

Czasami spotykamy na wyjazdach ludzi, którzy chcieliby do nas dołączyć, ale to nigdy się nie udaje. Jesteśmy tak dużą i zwartą grupą, w której na przypadkowe znajomości nie ma już miejsca. Kompanie, które znają się tak dobrze jak my i tak długo jak my mają swoje „wyzwalacze”. Jedna mina, słowo, jakieś wyrażenie powodują salwy śmiechu, a „randomowi” (przypadkowi, losowi) znajomi nie są w temacie.

W każdym razie.. doszłyśmy do wniosku, że nie chce nam się, nie mamy czasu (osobiście nie cierpię tej formułki) ani ochoty na pogłębianie nowych znajomości. Dla wygody zawężamy krąg. Ciekawa jestem, jaki wpływ będą miały dorastające dzieci…

10 komentarzy Dodaj własny

  1. el pisze:

    dzieci znajda swoje kręgi..
    a ja zazdroszczę posiadania takich super znajomych. pozdrowienia!

    Polubienie

    1. eulalia87 pisze:

      myślałam raczej o momencie kiedy będą miały swoje rodziny, pojawią się wnuki…

      Polubienie

  2. stardust pisze:

    A ja lubie taka transfuzje swiezej krwi w postaci nowych znajomosci:))

    Polubienie

    1. eulalia87 pisze:

      masz rację, to odświeżające.. ale ja mówię tu o takich kiedy ma ochotę się dość często spotkać, zaprosić kogoś do domu albo na wspólną wyprawę…

      Polubienie

  3. Black Ops pisze:

    Hmm, ja nawet jakbym chciał, to jakoś nam czasu nie starcza. Ale to może jeszcze ten wiek, że zamiast dołączać nowych, po prostu przesuwamy granicę tej grupy, równomiernie, z obydwu stron. Taki wesoły barak na tle obozu naszych znajomych, jak czasem mam wrażenie.

    I korci mnie czasem, żeby kilku pracoznajomych nieco przytulić bliżej. Bezpieczne? Niebezpieczne?

    Polubienie

    1. eulalia87 pisze:

      ja jakoś wolałam współpracowników utrzymać na dystans.. ale każdy robi co chce…

      ps. cieszę się, że żyjesz 😉
      ps. czy pierścionek został już skonsumowany?

      Polubienie

    2. Black Ops pisze:

      Trochę twardy jest, wiesz. Dziś kajdanki kupowaliśmy. No, te, obrączki w sensie.

      Polubienie

    3. eulalia87 pisze:

      🙂

      Polubienie

  4. Nivejka pisze:

    Nowe znajomości są bardzo energochłonne. I nie zawsze się udają. A mimo to czasami warto:)

    Polubienie

    1. eulalia87 pisze:

      ta.. mam lukę po M. której nikt inny nie może zapełnić… a nie ma odwagi poznać kogoś nowego na tyle, aby tę lukę zapełnić…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.